Kamil Mazek: Mam olbrzymi głód gry 13 paź

Kamil Mazek: Mam olbrzymi głód gry

Skrzydłowy KGHM Zagłębia Lubin Kamil Mazek opuścił ostatnie sześć miesięcy z powodu kontuzji kolana. Od tygodnia trenuje jednak z drużyną i pozytywnie zapatruje się na najbliższe miesiące. O problemach zdrowotnych, komplikacjach podczas leczenia i walce o powrót do sprawności porozmawialiśmy z "Mazim" po piątkowym treningu.

13 paź 2018 09:07

Fot. Zagłębie Lubin S.A.
Autor Zagłębie Lubin S.A.

Udostępnij

Ekstraklasa

Trochę zniknąłeś nam z radarów, bo ostatni mecz rozegrałeś w marcu - był to pojedynek ligowy z Lechią Gdańsk. Z czym dokładnie zmagałeś się w ostatnich miesiącach?

Kamil Mazek: - Na pewno nie był to dla mnie łatwy czas, bo w zasadzie nigdy nie miałem kontuzji dłuższej niż miesiąc. Pół roku, to praktycznie tyle, ile potrzeba by wrócić po zerwaniu więzadeł krzyżowych.

- Kontuzji doznałem właśnie po spotkaniu z Lechią Gdańsk, o którym powiedziałeś. Na jednym z treningów źle stanąłem, poczułem bardzo duży ból, ale też nie był on na tyle silny, że musiałem zejść z treningu. Dokończyłem jednostkę i w sumie problem powrócił dopiero na następny dzień. Próbowałem trenować normalnie, ale podczas wykonywania sprintów odczuwałem bardzo duży dyskomfort i ból w kolanie był bardzo silny.

- Wykonałem wszystkie badania - USG, rezonans magnetyczny, przebadało mnie kilku specjalistów, ale ciężko było zlokalizować, gdzie naprawdę leży problem, bo mimo upływu czasu ból się utrzymywał. Miałem trochę nietypowy uraz, bo w okolicach łąkotki zrobiła się torbiel. Niestety podczas wykonywania pierwszych badań nie była ona widoczna. Po pewnym czasie zostało wszystko zdiagnozowane poprawnie i poddałem się operacji.

- Po operacji rozpocząłem rehabilitację i walkę o szybki powrót na boisko. Akurat podczas mojej rehabilitacji wszyscy byli na urlopach, jednak nie miałem z tym jakiegoś dużego problemu i byłem skupiony na celu, jakim był powrót do zdrowia. Myślałem, że potrwa to około dwóch miesięcy i wrócę do treningów na początku sezonu, jednak stało się trochę inaczej, bo pojawiły się komplikacje, w operowanym miejscu zaczął zbierać się płyn i trzeba wszystko powtórzyć. Mówiąc delikatnie, nie byłem pocieszony tym faktem, mówiąc szczerze - nawet się trochę podłamałem. Po drugiej operacji zdecydowaliśmy, że nie możemy się spieszyć, by do komplikacji nie doszło po raz trzeci. Trzy tygodnie tylko leżałem, żeby wszystko się dobrze zagoiło, nawet kosztem tego, że blizna będzie większa. Było to lepszym rozwiązaniem, bo bliznę po operacji można rozmasować nieco później, a kolejny, szybki "atak" na bardziej intensywne treningi mógłby znów zaszkodzić.

- To wszystko trwało długo, za długo... Ale jestem dobrej myśli, bo od początku września jestem w klubie, ciężko pracuje i widzę efekty tej pracy. Przygotowywałem się indywidualnie, a na początku tego tygodnia brałem już normalnie udział w zajęciach z drużyną. Głód gry jest olbrzymi, na razie jeszcze trochę mi brakuje, bo choć nie zapomina się gry w piłkę, to jednak po takiej przerwie jeszcze nie słucha się ona tak, jak powinna. Robię wszystko co w mojej mocy, by jak najszybciej i jak najlepiej przygotować się do tego, by grać w meczach o stawkę. Cieszę się przede wszystkim z tego, że w tym tygodniu schodzę z boiska zdrowy, jeśli to zdrowie dopisze, to wiem, że po każdej kolejnej jednostce treningowej czucie piłki wróci i będę mógł w stu procentach skupić się na walce o skład.

Wspomniałeś o tym, że byłeś podłamany w momencie, gdy dowiedziałeś się, że musisz ponownie przejść operację. Jak radziłeś sobie z tym?

- Zawsze z tyłu głowy miałem to, że to nie tylko Kamil Mazek musi się zmagać z kontuzją, ale przez podobne problemy - krótsze lub dłuższe - musiało przejść wielu sportowców. Wielu z nich, nawet gdy miało dłuższe przerwy, wracało i stawało się jeszcze lepszymi. Odpowiednie nastawienie jest bardzo ważne, ja je miałem, dlatego mimo chwilowego kryzysu, trzeba wziąć się w garść, wyrzucić z głowy złe myśli i zająć się tym, by wykonać swoją pracę najlepiej jak się da i wrócić w pełni zdrowia. Myślę, że mi się udało to zrealizować.

Powiedziałeś, że miałeś zalecenia, by leżeć przez trzy tygodnie, ale patrząc na Ciebie, próżno szukać jakichś dodatkowych kilogramów. Chyba intensywnie popracowałeś na siłowni podczas rehabilitacji?

- Tak, gdy już mogłem rozpocząć zajęcia na siłowni, to od razu się za to zabrałem. Ostatnie miesiące to intensywna praca nad wzmocnieniem wszystkich partii ciała - nie myślałem tylko o nogach, ale też o "górze". Ciężka praca przed powrotem do klubu pozwoliła na to, by zacząć w Lubinie na pełnych obrotach i nie odczuć aż tak bardzo braków treningowych. Wiadomo, że przez kontuzję moja noga straciła dużo, jeśli chodzi o moc, ale też obwód, więc trzeba było wykonać swoją pracę, by nadrobić zaległości - a oprócz tego, mogłem dołożyć coś od siebie, przez to teraz czuję się bardzo dobrze.

Jak na razie Twój bilans w zespole „Miedziowych” to jedynie 15 meczów i dwie bramki. Chciałbym zapytać czy w związku z tym, ten powrót po długiej kontuzji chcesz potraktować jako nowe otwarcie, nowy rozdział w Lubinie, w którym będą się pojawiały tylko pozytywy?

- Myślę, że po części tak. Nie nazwałbym może tego nowym rozdziałem, ale do KGHM Zagłębia wracam po takiej kontuzji w zasadzie jak nowy zawodnik, choć wiem, że to trochę śmiesznie brzmi. Pół roku nieobecności, to bardzo dużo, dlatego trzeba pokazać się z dobrej strony.

- Miałem dość dobry okres u trenera Piotra Stokowca jeszcze przed młodzieżowym EURO – naprawdę dobrze się wtedy czułem. Potem miałem trochę problemów, trener rotował składem, czasem też graliśmy bez skrzydłowych, więc siłą rzeczy nie łapałem zbyt wiele meczów, moja obecność w składzie była znikoma.

- Po przyjściu trenera Mariusza Lewandowskiego pomyślałem, że to czas na coś nowego i szansa na regularną grę. Przytrafiły się jednak znów jakieś problemy ze zdrowiem i grywałem w kratkę. Mam nadzieje jednak, że to już wszystko za mną. Miałem bardzo dużo czasu żeby się wzmocnić pod względem fizycznym, czuję się dużo mocniejszy siłowo, dlatego uważam, że pomoże to w tym, by omijały mnie kontuzje. Na treningach chcę pokazać także bardzo duże zaangażowanie. Jeśli trener będzie widział, że walczę na sto procent i robię postępy, zapewne zdecyduje się na to żeby dać mi szansę.

Faktycznie trochę żartobliwie można Cię określić jako nowego zawodnika - sztab szkoleniowy na pewno jest zadowolony z kolejnego piłkarza do rywalizacji i walki o pierwszy skład.

- Na pewno im więcej zawodników do rywalizacji, tym poziom w zespole jest większy. Ja bardzo się cieszę, że mogę rozpocząć znów rywalizację o skład i z optymizmem patrzeć do przodu. Na początku pewnie będę łapał minuty w rezerwach, ale z biegiem czasu będę na treningach dobrą postawą chciał udowadniać, że warto dać mi szanse w pierwszym zespole.

Do treningów z zespołem wróciłeś chyba w najlepszym możliwym momencie, bo podczas przerwy na mecze reprezentacji.

- Cieszę się, że tak się złożyło, bo wszedłem w treningi w zasadzie od razu po meczu z Arką Gdynia. Przez te dwa tygodnie przerwy możemy potrenować ciężej, na wyższej intensywności, co w moim przypadku jest bardzo ważne. Teraz trochę się „przepalę”, ale wiem, że ciężka praca podczas tej przerwy zaprocentuje w przyszłości, a mój organizm łatwiej zaadaptuje się do jeszcze cięższej pracy w przyszłości.

Jakie cele sobie stawiasz na najbliższe tygodnie?

- Wszystko zależy od tego, jaki plan ma na mnie trener. Na pewno chciałbym w niedalekim czasie znaleść się wśród piłkarzy, którzy są powoływani na mecze pierwszej drużyny. Bardzo chciałbym pojawić się na boiskach ekstraklasy jeszcze w tym roku.

Czego można też Ci życzyć po powrocie do klubu?

- Po tych wszystkich moich przejściach, to przede wszystkim zdrowia, bo jeśli będzie zdrowie, to na wszystko inne będę mógł sam zapracować podczas treningów i meczów.