Krzysztof Kostka: Uczucie, które przerodziło się w pasję 6 lip

Krzysztof Kostka: Uczucie, które przerodziło się w pasję

Gdy pierwszy raz zasiadał na stadionie GOS-u w Lubinie, był jednym z 5500 kibiców, którzy na żywo zobaczyli jak ówcześni podopieczni Adama Nawałki rozbijają Pogoń 5:0. Chwilę później musiał przełknąć gorycz spadku, co jednak tylko umocniło jego zamiłowanie do naszego klubu. Uczucie wielokrotnie wystawiane na próbę przetrwało, a z czasem przerodziło się w pasję. Jaki był najsmutniejszy moment w jego życiu kibicowskim? Kto pomógł mu w kontakcie z bohaterami murawy lat 80 i 90? Krzysztof Kostka, pasjonat, kolekcjoner, który od lat dba o to, aby historia Zagłębia Lubin nie została zapomniana. Zapraszamy!

6 lip 2018 09:00

Fot. Zagłębie Lubin S.A
Autor Zagłębie Lubin S.A

Udostępnij

Klub

Znamy Pana z prowadzenia fanpage'u na popularnym portalu, pod nazwą "Zagłębie Lubin kolekcja biletów i programów", ale ciekawi nas jak zaczęła się Pana miłość do Zagłębia Lubin?

-  Urodziłem się w Bolesławcu, mieszkam na terenie powiatu bolesławieckiego, mój ociec był górnikiem, więc miłość do lokalnej drużyny przyszła, jakby z automatu. Jeździłem na BKS Bolesławiec czy na KS Gromadka, bo tam akurat mieszkałem. Należałem też do fanklubu, który istnieje w Bolesławcu od 30 lat, no i tak zrodziło się moje uczucie.

Pamięta Pan swój pierwszy mecz na trybunach Zagłębia?

-  Moja przygoda z Zagłębiem zaczęła się w sezonie 2002/2003, pamiętam Zagłębie Lubin grało z Pogonią Szczecin, trenerem był wówczas Adam Nawałka. Wygraliśmy wtedy wysoko, aż 5:0. Niestety, ten sezon nie był szczęśliwy, bo spadliśmy z ligi. Rok później pierwszy raz pojechałem na spotkanie wyjazdowe.

Rzeczywiście, zaczęło się mało optymistycznie, a czy ma Pan jakieś najmilsze wspomnienia związane z Zagłębiem?

- Niestety, nie było mi dane zobaczyć pierwszego mistrzostwa Zagłębia. Znam tę historię tylko z opowieści, ale rok 2007 pamiętam doskonale. Byłem na meczu Zagłębia z Legią Warszawa, który wygraliśmy i świętowaliśmy na warszawskim stadionie. Były to emocje nie do opisania, droga powrotna była jednym wielki balem. Radość i śpiewy towarzyszyły nam przez całą podróż powrotną. Czekała nas długa droga do Lubina, ale nikt się tym nie przejmował, później feta na lubińskich błoniach, to właśnie były najprzyjemniejsze emocje.

Ale życie kibica Zagłębia, to nie tylko te wspaniałe momenty, prawda?

- Tak. Kilka razy człowiek się zawiódł. Wydaje mi się, że czasem były możliwości drużyny na zdobycie lepszego miejsca, czy zagranie choćby w pucharach. Mieliśmy kilka takich okazji, ale odpadaliśmy w początkowych rundach. Jednak zdecydowanie najsmutniejszą chwilą był wyjazdowy mecz Zagłębia w sierpniu 2009 roku, gdy graliśmy z Piastem Kobylin. Odpadliśmy wtedy z rywalizacji o Puchar Polski, przegrywając z czwartoligowym rywalem 1:3. Pamiętam, że towarzyszył mi wtedy przede wszystkim smutek, no i po części złość. No bo kto z Lubinian spodziewał się takiego obrotu akcji?

Wynika z tego obraz, że Zagłębie bardzo często wystawiało te uczucie na próbę, a jednak dalej jest Pan wiernym fanem.

- Człowiek zawsze jest wystawiany na jakieś próby, ale jak widać do tej pory trwam i działam przy Zagłębiu. Staram się być na każdym meczu w miarę możliwości. Związane jest to z moją pasją kolekcjonerską, którą łączę, jeżdżąc na spotkania Miedziowych. Gromadzę bilety, programy, staram się też zbierać, w ramach możliwości, informacje o historii klubu. To wszystko przelałem w jedną, wielką pasję. Uczciwie mogę powiedzieć, że moje uczucie do klubu jest niezmienne przez te wszystkie lata.

Wspomniał Pan o swojej ciekawej i niespotykanej pasji. Może powiedzieć Pan jak się ona zrodziła. Jak udaje się zdobywać te wszystkie kolekcjonerskie perełki?

-  Moja pasja zaczęła się w tym samym czasie, co pierwsze przyjazdy na mecze Zagłębia. Kupiłem bilet i wpadłem na pomysł, żeby zacząć kolekcjonować różne pamiątki. Udokumentować wszystkie spotkania na których byłem. Rozpocząłem od zbierania biletów, programów, a po jakimś czasie przerodziło się to w dość pokaźną kolekcję. Latami poszerzyłem swoje zbiory o wejściówki na mecze, na których mnie nawet nie było. Jest szerokie grono kolekcjonerów w całej Polsce, więc działa to na zasadzie wymiany z kibicami innych drużyn. Do tego dochodzą osoby, które kiedyś jeździły na rozgrywki, a swoje pamiątki trzymają w garażu czy piwnicy, często jest im to niepotrzebne, więc przekazują mi te dokumenty. Prowadzę też na Facebook’u stronę, na której udostępniam wszystkie swoje zbiory i informacje dotyczące klubu. Jeżdżę też po różnych archiwach, bibliotekach, robię zdjęcia materiałów związanych z Zagłębiem, czy odwiedzam muzea innych klubów. Staram się to wszystko chronologicznie układać. A skąd pomysł? Chciałem pokazać ludziom, że można coś takiego robić. W ostatnim czasie coraz więcej ludzi zakłada takie strony, bo mam styczność z takimi osobami i to jest bardzo fajne. Można podzielić się pewną wiedzą, częścią pasji z innymi, a nie trzymać wszystko dla siebie. Dzięki temu, że założyłem Fan Page wielu ludzi zaczęło się odzywać. Poznałem wiele wspaniałych osób, które przekazały mi prawdziwe skarby, a dzięki temu moja kolekcja rośnie.

A czy wyznaczył sobie Pan jakiś cel w tym wszystkim, czy koncentruje się tylko na powiększaniu zbiorów?

- W miarę możliwości chciałbym skompletować te sezony, które są możliwe do skompletowania. Docelowo, marzy mi się katalog, w którym kibice innych drużyn szukają historycznych informacji np. biletów ze spotkań Zagłębia Lubin z Piastem Kobylin w Pucharze Polski. Żeby mogli choćby zobaczyć jak ten bilet czy program wyglądał.

- Dobrze by było to wszystko skatalogować, aby podczas imprez okolicznościowych, nawet za dziesięć lat, gdy będzie kolejna, większa, rocznica, ludzie z klubu wiedzieli, że Kostka ma pewne rzeczy. Wówczas, jeśli będzie jakaś akcja tematyczna, to ja chętnie pomogę.

A Jak z Pana perspektywy zmieniała się historia Zagłębia?

-  Jeśli chodzi o historię to mam mieszane uczucia. Wydaje mi się, że był taki okres, w którym wstydziliśmy się naszej przeszłości. Była ona mało eksponowana, dopiero teraz na 70-lecie wydaliśmy publikację, zrobiono galę, tworzy się serię artykułów, wspomnień o ludziach, ale myślę, że nasz klub zasługuje na konkretną monografię. Czyli chronologicznie od początku do końca z opisem i statystykami każdego meczu, komentowaniem tego. Mamy bogatą historię, nawet związana z samą budową stadionu. Zaczynaliśmy od Stadionu Górniczego, przez Stadion GOS, aż do teraźniejszego Stadionu Zagłębia. Cała przeszłość Zagłębia jest mało eksponowana na zewnątrz. Ludzie związani z klubem, czy kibice utożsamiają się z tym, ale dla szerszego grona jest nieznana.

Na Pana profilu widzimy czasem ożywione dyskusję, w których uczestniczą nawet byli piłkarze Zagłębia. Jaki ma Pan z nimi kontakt, już prywatnie?

- Dużą rolę i znaczącą pomoc w tym wszystkim okazała Pani Iwona Ptak, żona Pana Eugeniusza, która jako jedna z pierwszych osób zaczęła aktywnie komentować wydarzenia na stronie. Dzięki niej otrzymałem wiele kontaktów do zawodników z przełomu lat 80 i 90.

- Jeżdżę po Polsce, przeprowadzam wywiady, z niektórymi utrzymuję relację. Przekazują mi różne pamiątki, dzielą się wiedzą na temat pewnych aspektów. To są bardzo często informację od kuchni, bo na wielu meczach nie miałem okazji być, a dzięki nim poszerzam swoją wiedzę o klubie. Staram się to przekazywać dalej, bo co by nie mówić, to kawał historii. Nie chciałbym, aby była zapomniana. Utrwalajmy wspomnienia tych ludzi, bo trzeba korzystać póki jeszcze są i mają taką chęć, aby się dzielić. Większość piłkarzy niestety już odeszła i bezpowrotnie straciliśmy wiele rzeczy.

Dlaczego, według Pana, kibice powinni przychodzić na stadion?

- Odpowiedź jest prosta, kto kocha Zagłębie, ten przyjdzie na stadion, bez względu na to, czy będzie padał deszcz, czy śnieg. Wiadomo, jak są dobre wyniki, to przyjdzie więcej ludzi, to są tzw. kibice sukcesu. Czym bardziej utytułowana drużyna przyjeżdża, tym więcej biletów zostaje sprzedanych i stadion się zapełnia. Są jednak takie mecze, gdzie fanów przychodzi mniej, co trochę smuci.

- Uważam, że mimo wszystko warto wspierać nasz klub. Wierzę, że piłkarze poświęcają się dla nas, więc my na trybunach poświęcajmy się dla nich. To jest w pewnym stopniu symbioza. Nie ma bowiem klubu bez kibiców, tak jak nie ma kibiców klubu. Każdemu z nas zależy na tym, że osiągnąć upragniony cel i mam tutaj na myśli kolejne Mistrzostwo Polski!