Bartosz Kopacz: Patrzymy tylko na siebie 5 kwi

Bartosz Kopacz: Patrzymy tylko na siebie

Przed najbliższym meczem z Cracovią zapytaliśmy Bartosza Kopacza o nastroje w drużynie po zwycięstwie nad Jagiellonią, o decydujące spotkanie w Krakowie oraz o to, czy brakuje mu pokonywania bramkarzy rywali.

5 kwi 2018 13:31

Fot. Piotr Dziurman
Autor Zagłębie Lubin

Udostępnij

Ekstraklasa

Zeszło ciśnienie po zwycięstwie z Jagiellonią? To bardzo ważne 3 punkty i mocno przybliżyły Zagłębie do czołowej ósemki.

Trochę zeszło, ale nie do końca. Mamy jeszcze jeden mecz do rozegrania i musimy być skupieni na tym, jaki cel mamy przed sobą. W Krakowie będziemy chcieli pokazać swoje atuty i wygrać. Nie zremisować, bo jak się gra o remis, to przeważnie się przegrywa. Patrzmy na siebie i po prostu przywieźmy 3 punkty.

Czy to, że Cracovia wypadła z walki o czołową ósemkę będzie dla Zagłębia atutem w tym pojedynku? Podejście rywali z pewnością byłoby inne, gdyby wciąż mieli szansę na awans.

Myślę, że to nie ma wielkiego znaczenia. Cracovia to taki zespół, że gra z pełną determinacją niezależnie od tego, jaka jest stawka meczu. Piłkarze chcą wygrywać i grają o swoją przyszłość. Ambicji na pewno im w sobotę nie zabraknie.

Na kogo będziecie musieli szczególnie uważać? Przychodzi nam do głowy jedno nazwisko, ale nie chcemy sugerować odpowiedzi.

Nie wiem, czy myślimy o tym samym zawodniku, ale bez wątpienia liderem Cracovii jest w tej chwili Krzysztof Piątek. To najlepszy strzelec zespołu, lider jego ofensywy. Wszystkie akcje praktycznie opierają się na nim, a przy tym jest naprawdę skuteczny.

Drugim takim piłkarzem jest wracający na mecz z nami Miroslav Covilo, który już w naszym pierwszym meczu w Lubinie napsuł nam sporo krwi. To po jego zagraniu straciliśmy przecież wyrównującą bramkę.

Krzysiek Piątek, Miroslav Covilo – oprócz wysokich umiejętności piłkarskich łączy ich również siła fizyczna i świetna gra w powietrzu. Szykuje się więc sporo walki o górne piłki, a to m. in. twoje zadanie.

Gdzieś widziałem takie zestawienie, że Cracovia to jedna z najwyższych drużyn nie tylko w lidze, ale też i w Europie. W linii obrony czy w pomocy mają wielu zawodników o wzroście grubo powyżej 180 cm wzrostu, więc dobrze grają głową.

Ale my mamy się czym przeciwstawić – mamy kilku zawodników grających w powietrzu. To będzie ważny element tego meczu, ale nie zapominajmy, że przede wszystkim musimy grać w piłkę. A to oznacza, że nie tylko górą, ale i po ziemi.

Od kilku meczów znowu gracie trójką z tyłu, a dołączył do was Maciej Dąbrowski. W związku z tym grasz bliżej prawej strony, a nie na środku, jak jeszcze w rundzie jesiennej. Jak się czujesz w takim ustawieniu?

Na pewno zadania na tych dwóch pozycjach trochę się różnią, ale ja się cieszę z tego, że gram. I że z tyłu wygląda to całkiem dobrze, bo tracimy mało bramek. Jest to dla mnie trochę nowość, choć jeszcze w Górniku Zabrze zagrałem kilka meczów na podobnej pozycji. Ale to było dość dawno temu.

Wydaje mi się jednak, że współpraca z Maćkiem Dąbrowskim z lewej i Alanem Czerwińskim z prawej strony układa się naprawdę dobrze.

Przed naszym poprzednim wyjazdem na Cracovię rozmawialiśmy o tym, że dobrze czujesz się pod bramką rywala. I pytaliśmy, czy nie brakuje Ci radości po strzelonych golach. Minęło kilka dni i w pucharowym meczu przy Kałuży strzeliłeś swojego pierwszego gola w barwach Zagłębia. Od tego czasu już się to nie udało. To co, brakuje Ci tej radości?

Widocznie musicie ze mną częściej wywiady robić… (śmiech). Rzeczywiście, pamiętam tamtą rozmowę i zaraz wpadła bramka na Cracovii.

No cóż, na pewno brakuje, bo sam siebie przyzwyczaiłem do tego, że tych bramek strzelałem w poszczególnych sezonach więcej. Szczególnie, że gram regularnie i stałych fragmentów też mamy sporo. A ja wchodzę praktycznie na wszystkie dośrodkowania z rzutów rożnych czy wolnych.

Trochę mi tego brakuje, ale mam nadzieję, że może Cracovia będzie dla mnie taką szczęśliwą drużyną i znowu da się coś strzelić.

Ale moje bramki nie są najważniejsze – ja mam zagrać dobrze z tyłu i na tym się skupiam. Jak będzie zero z tyłu, to będzie dobrze.