Vidas Alunderis: Nadal jestem zakochany w Zagłębiu Lubin 13 cze

Vidas Alunderis: Nadal jestem zakochany w Zagłębiu Lubin

Wielu kibiców wspominając pierwsze sukcesy Zagłębia Lubin w XXI wieku, od razu przypomina sobie Vidasa Alunderisa. Twardy jak skała środkowy obrońca sam o sobie mówił, że umiejętności może zabraknąć, ale zaangażowania i walki na sto procent - nigdy. To właśnie z nieustępliwości i gry do końca słynął rosły Litwin podczas blisko pięciu lat spędzonych w naszym klubie. Porozmawialiśmy z Vidasem, który obecnie jest trenerem grup młodzieżowych w jednym z klubów na Krymie. Nie mamy wątpliwości, że w jego sercu Zagłębie Lubin ma nadal specjalne miejsce.

13 cze 2018 07:39

Fot. Tomasz Folta
Autor Zagłębie Lubin S.A.

Udostępnij

Klub

#MiedziowaTożsamość

Vidas, jesteś jednym z zawodników Zagłębia, którzy odnieśli z klubem wielki sukces - zdobyłeś w 2007 roku mistrzostwo Polski. Jak wspominasz czas spędzony w Zagłębiu?

- Z klubem mam praktycznie same dobre, bardzo pozytywne wspomnienia. Spędziłem w Zagłębiu cztery i pół roku, to bardzo dużo czasu. Cieszę się, że mogłem bronić barw swojej ulubionej drużyny, bo tak mogę z pełną świadomością powiedzieć o klubie. W Lubinie czułem się jak w domu. Jestem bardzo wdzięczny, że ówczesne władze klubu oraz trener Drażen Besek uwierzyli, że będę przydatny dla zespołu.

Pamiętasz swój pierwszy mecz w barwach naszego klubu?

- Szczerze mówiąc nie do końca, bo było to bardzo dawno temu. Nie pamiętam rywala i dokładnej daty, kiedy pierwszy raz zagrałem dla Zagłębia, ale pamiętam, że byłem bardzo podekscytowany, bardzo przeżywałem przed debiutem.

Dla Ciebie Zagłębie Lubin to w zasadzie przeplatanka chwil dobrych i bardzo dobrych.

- Tak, mogę się zgodzić. Na pewno najpiękniejsze przeżycie, jakiego doświadczyłem podczas pobytu w klubie, to mistrzostwo Polski. Takich chwil przecież się nie zapomina. W dodatku okoliczności, w jakich zdobywaliśmy tytuł również powodują radość w sercu i z perspektywy czasu jeszcze bardziej się ten sukces docenia. Nikt w nas nie wierzył, ale pokonaliśmy wiele dobrych drużyn i pokazaliśmy, że Zagłębie jest najlepszym klubem w Polsce. Mam bardzo dobre wspomnienia z tego czasu, jestem dumny, że jestem mistrzem Polski z Zagłębiem, bo dodając cegiełkę od siebie napisałem nową historię. Meczu z Legią Warszawa nie zapomnę do końca życia.

Nie było ich może zbyt wiele, ale były też momenty mniej pozytywne.

- To prawda, nie było ich dużo i dotyczyły głównie aspektów sportowych. Kilkukrotnie dochodziliśmy do finałów Pucharu Polski, ale nie udało nam się wygrać żadnego. Trochę siedzi to w głowie, bo przecież byliśmy bardzo blisko kolejnych sukcesów. Ze spraw mniej związanych z tym, co się dzieje na boisku, na pewno niezbyt mile wspominam sytuację, gdy po konflikcie z Manuelem Arboledą wylądowałem na cztery miesiące w rezerwach. Do dzisiaj trochę to boli, podobnie jak wtedy uważam, że trener Franciszek Smuda nie powinien tak robić i nie miał racji.

Kilka lat już minęło, odkąd wyjechałeś z Lubina. Czym dla Ciebie obecnie jest Zagłębie?

- Zagłębie to przede wszystkim bardzo dobre wspomnienia. Jestem zakochany w tym klubie, jestem dumny, że miałem dobry kontakt z kibicami, że skandowali moje imię i nazwisko podczas meczów. Zresztą - wielu do tej pory się ze mną kontaktuje, piszemy za pośrednictwem mediów społecznościowych, wymieniamy poglądy i wspominamy stare czasy. Mam nadzieję, że niebawem znów odwiedzę Lubin i będę miał okazję spotkać się wieloma osobami. Stadion macie przepiękny, szkoda trochę, że nie miałem okazji na nim zagrać...

Chyba można nazwać Cię sympatykiem "Miedziowych", bo nawet po zakończeniu kariery interesujesz się losami klubu. Jak na Twoich oczach zmieniało się Zagłębie?

- Na pewno to, o czym wspomniałem - stadion. Wydaje mi się, że jak byłem piłkarzem Zagłębia Lubin tylko tego nam brakowało. Obiekt robi spore wrażenie, bardzo mi się podoba, mam nadzieje, że kibice są z tego stadionu dumni. W mieście też powstało wiele nowych budynków i miejsc, które można odwiedzić z rodziną. Jeśli chodzi o historię klubu, to na pewno ostatni spadek do I ligi miał znaczenie. Klub się odrodził, awansował i z tego co widzę z boku, funkcjonuje bardzo dobrze. W Zagłębiu występuje obecnie wielu dobrych piłkarzy, ale wydaje mi się, że taki zespół jak mieliśmy w sezonie mistrzowskim, ciężko byłoby znów stworzyć. Nie mieliśmy gwiazd, ale byliśmy jednością, byliśmy twardzi, dlatego każdy bał się Zagłębia. Teraz zespół jest oparty na młodych zawodnikach, myślę, że to słuszna droga. Życzę włodarzom klubu, piłkarzom i sztabowi, by nadal się rozwijali. Chciałbym, aby podobnie jak my, zdobyli mistrzostwo.

Twoja wiedza na temat obecnej sytuacji klubu jest naprawdę imponująca.

- Losami Zagłębia interesowałem się od razu po odejściu z klubu. Wiem, jak prezentuje się drużyna, jakie osiąga wyniki. Wiem też, jakie inwestycje zostały poczynione w infrastrukturę, że akademia Zagłębia to absolutny top w Europie środkowo-wschodniej. Wiem też, że zespół prowadzą żądni sukcesu, utalentowani trenerzy. Niczego obecnie nie brakuje - taki klub jak Zagłębie musi walczyć o czołowe lokaty i nie może być 7. w tabeli.

Dlaczego Twoim zdaniem kibice Zagłębia powinni przychodzić na stadion i kiedy Vidas Alunderis przyjedzie na mecz naszego klubu?

-  Myślę, że osoby zarządzające klubem, zawodnicy i sztab szkoleniowy wyciągną odpowiednie wnioski z ostatniego sezonu i stworzą taki zespół, który będzie walczył o czołowe lokaty. Kibice chcą oglądać zespół walczący w każdym meczu, więc klub musi zrobić wszystko, by zapewnić im dobre widowisko. Bez pomocy i wsparcia kibiców na pewno zawodnikom będzie ciężko zwyciężać. Fani są jak dwunasty zawodnik, dlatego zapraszam wszystkich na stadion w nowym sezonie. Myślę, że kolejny sezon dla Zagłębia Lubin będzie bardziej udany niż ten poprzedni.

- Bardzo chcę przyjechać do was na mecz, obejrzeć dobrą piłkę, spotkać wielu przyjaciół, kibiców, którzy mnie pamiętają jako piłkarza i człowieka. Jestem dumny, że mam to szczęście, że mimo upływu czasu nadal z wieloma osobami z Lubina i okolic się przyjaźnię. Korzystając z okazji, jeśli mogę prosić, przekaż moje pozdrowienia doktorom Stanisławowi Michalskiemu i Jackowi Worobcowi - myślę, że o mnie pamiętają!