Kartka z kalendarza: Pamiętny mecz sprzed 8 lat 20 mar

Kartka z kalendarza: Pamiętny mecz sprzed 8 lat

Wydawałoby się, że to był zwykły mecz. Gdyby spojrzeć na niego z perspektywy mijających dziś 8 lat, to pewnie niewiele osób z zewnątrz zauważyłoby coś szczególnego. A jednak. To jeden z bardziej pamiętnych meczów Miedziowych w ciągu ostatniej dekady. Dziś już kolejna - ósma - rocznica.

20 mar 2018 11:41

Fot. Tomasz Folta
Autor Zagłębie Lubin

Udostępnij

Inne

Sezon 2009/2010 był dla Zagłębia premierowym. Miedziowi dopiero co wrócili do Ekstraklasy po rocznej przerwie i na początku różnica była widoczna. Zespół nie mógł poradzić sobie z przeskokiem o szczebel wyżej i dość szybko wylądował w strefie spadkowej. Dość szybko Andrzeja Lesiaka na stanowisku trenera zastąpił Franciszek Smuda i tchnął w zespół nowe siły. Później zgłosiła się jednak reprezentacja Polski wiosnę Zagłębie rozgrywało pod wodzą Marka Bajora.

7 zdobytych punktów w pierwszych 3 meczach (remis z Piastem i wygrane w Chorzowie oraz Gdyni) pozwoliło Zagłębiu wyjść ze strefy spadkowej. Wtedy do Lubina przyjechała jednak Polonia Warszawa. Naszpikowana - tak się wydawało - gwiazdami. Jose Maria Bakero na ławce trenerskiej, a w drużynie południowcy Cesar Cortes, Marcelo Sarvas czy choćby Adrian Mierzejewski.

- Pamiętam, że Polonia przyjechała tutaj pewna swego. Mieli wielu nowych zawodników z zagranicy, bogatego właściciela, który nie szczędził pieniędzy na wzmocnienia - wspomina dziś Ilijan Micanski, który dochodzi do zdrowia na obiektach Zagłębia.

Pierwsza połowa to brak wielkich emocji, obie drużyny miały swoje sytuacje, ale działo się niewiele ciekawego. Wszystko co najlepsze miało się przydarzyć w drugiej połowie.

A zaczęło się od trzęsienia ziemi. W 50. minucie gry w polu karnym padł Mouhammadou Traore. Sędzia uznał jednak po chwili, że nie był faulowany i pokazał Senegalczykowi drugą żółtą kartkę w tym meczu. Zagłębie musiało więc grać w osłabieniu przez niemal całą drugą połowę spotkania.

- Ja już nawet wziąłem piłkę i chciałem ustawić ją sobie na jedenastym metrze, byłem gotowy do wykonywania karnego. Odwracam się, a tu wolny dla Polonii - wspomina bułgarski napastnik.

Miedziowi cofnęli się i czekali na kontry, licząc że uda się zaskoczyć Polonię. Ale tego, co się wydarzyło w 71. minucie raczej nikt się nie spodziewał. Kilkanaście metrów przed linią środkową piłkę dostał Ilijan Micanski. Bułgar nie zastanawiał się i pognał co sił na bramkę Sebastiana Przyrowskiego. Nie zważał na to, że jest sam, a wokół niego 5 rywali. Minął jednego, za plecami zostawił drugiego. Wpadł w pole karne, zwodem położył trzeciego i minął czwartego. Później pozostało mu już tylko skierować piłkę do siatki.

Szał radości opanował nie tylko kibiców, ale również jego samego. Napastnik w amoku niemal wspiął sie na trybuny, gdzie czekali na niego fani Zagłębia. Micanski zrobił bowiem coś, czego nikt się nie spodziewał i na boiskach ekstraklasy był to ewenement. Komentatorzy w studiu krzyczeli nawet, że to "akcja w stylu Diego Maradony".

Gdy dziś pytamy Ilijana o tego gola, uczucia związane z tą pamiętną akcją, Bułgar nie chce dużo mówić. Tylko szczerze uśmiecha się pod nosem, gdy pokazujemy mu tego gola na telefonie...

Po bramce Miedziowi starali się bronić wyniku, a w ostatniej akcji spotkania nawet go jeszcze podwyższyli. Po długim zagraniu Costy w sytuacji sam na sam z Przyrowskim znalazł się Wojciech Kędziora i pewnie pokonał bramkarza Polonii. Zagłębie wygrało i wskoczyło na 9. miejsce w tabeli Lotto Ekstraklasy.

Galeria zdjęć z meczu z Polonią sprzed 8 lat